W pogoni jaką jest odchudzanie górskiego ekwipunku bardzo popularną i naturalną techniką jest wymiana przedmiotów na lżejsze wersje. Jednakże, prędzej, czy później każdy wędrowiec dochodzi do ściany, gdzie nie ma już czego wymienić lub byłoby to horrendalnie kosztowne. W tym miejscu rodzą się radykalne pomysły, których niektórzy słuchają, niektórzy nie, a mianowicie – rezygnowanie z pozornie niezbędnych elementów ekwipunku.

Podglądając wędrowców z za oceanu rzucił mi się w oczy ich minimalizm pod kątem odzieży zabieranej na szlak. Jedna koszulka, dwie pary skarpetek i majtek, krótkie spodenki i …tyle. Brak bluz, czy nawet jednej pary normalnych spodni jest powszechny. Oczywiście niezbędna w górach warstwa izolacyjna na torsie w plecaku obecna jest, w postaci lekkiej jak piórko puchówki.  Żądny ciągłego zbijania wagi ekwipunku stwierdziłem “jak u nich jest to popularne i ludzie dają radę, to dlaczego u mnie miałoby się nie sprawdzić”, chociaż ta myśl byłą dla mnie dość wywrotowa. Przygotowując się do przejścia Głównego Szlaku Beskidzkiego (502 km) wykreśliłem z checklisty moją ukochana bluzę polarową ważącą 524 g, z którą podróżowałem od lat i zacząłem szukać lekkiej puchówki, która godnie ją zastąpi. Ponieważ kluczowa była waga, moją uwagę przykuła minimalistyczna, ale ciepła kurtka z oferty Decathlonu Forclaz Trek 100 ważąca 280 g. I zdecydowanie nie mam zamiaru ukrywać jak wszedłem w jej posiadanie. W skrócie rzeczy, zamierzałem ją kupić, a znakomita obsługa sklepu Decathlon Bielany Wrocławskie stwierdziła, “nie, nie, trzymaj ją na testy i sprawdź, czy dobra”. No to sprawdziłem, w warunkach mocno polowych.

Lekka puchówka świetnie sprawdza się podczas rześkich poranków na szlaku, szczególnie na postojach.

Po wymianie bluzy polarowej na puchówkę mruknąłem z zadowoleniem, gdy arkusz excel zliczający wagę mojego szpeju wypluł 244 gramy mniej. Ale waga to nie wszystko, ekwipunek górski ma być przede wszystkim funkcjonalny, godny zaufania i ma spełniać swoje zadanie. Przed chlupnięciem na głęboką wodę Głównego Szlaku Beskidzkiego postanowiłem sprawdzić nowe okrycie na mniejszym weekendowym wyjściu oraz w codziennym stosowaniu. Co z tego wyszło?

Kurtka Forclaz Trek 100 okazała się bić na głowę bluzę polarową pod kątem izolacyjności (co nie powinno być wielką niespodzianką). Jest ona na prawdę ciepła i bardzo równomiernie izoluje, co było dla mnie dość przyjemnym zaskoczeniem. Przymierzając się do jej zakupu i oglądając ją w sklepie powiem szczerze, że mnie nie zachwyciła z racji cienkiego materiału wierzchniego i gęstego ułożenia komór z puchem. Pomyślałem sobie wtedy “gęsto ułożone komory, to duża liczba przeszyć, które są mostkami termicznymi i pewnie od nich ciągnie zimnem”. Na szczęście rzeczywistość okazała się znacznie przychylniejsza dla kurtki, jest ona cieplutka i nawet na wietrze nie czuć, żeby przeszycia w jakiś sposób wychładzały. Ponieważ testy trwają nadal, od sierpnia, aż do listopada, zdarzyło mi się już śmigać w tej kurtce podczas jesiennych przymrozków i śmiało stwierdzam, że w temperaturach około 0°C daje radę. Oczywiście nie jest to obszerna puchówka do zdobywania Alp zimą, ale o to właśnie chodzi. Ma grzać i być lekka. I taka właśnie jest, przez co genialnie nadaje się jako trzysezonowa izolacja w góry do poziomu Tatr.

Na górach o wysokości powyżej 1000 m n.p.m. nawet latem temperatury potrafią spadać w okolice zera. Kurtka Forclaz Trek 100 miło izolowała, gdy na Radziejowej w sierpniu było zimno i wietrznie. Mam krótkie spodenki, bo grzałem się na podejściu, ale najważniejsze (organy wewnętrzne) jest przed zimnem chronione.

Wspomniałem, że materiał wierzchni kurtki sprawia wrażenie delikatnego, ale po cioraniu nim po krzakach, długim maszerowaniu z plecakiem i ogólnie kilku miesiącach użytkowania mogę stwierdzić, że to tylko wrażenie. Tkanina pomimo niewielkiej grubości jest mocna, nie drze się, nie rozchodzi, nie mechaci. A dzięki niewielkiej grubości materiału kurtka ma garść gramów mniej.

No dobra, już prawie koniec zachwytów. Czas na zarzuty. Prezentowałem zamianę polara na puchówkę w moich materiałach z Głównego Szlaku Beskidzkiego i pojawiały się komentarze, że w polskich warunkach klimatycznych puch się nie sprawdza, bo jest zbyt wilgotno. Gdy wypełnienie kurtki łapie wilgoć, to jego zdolności izolacyjne drastycznie spadają i to jest fakt. Jest to znaczny minus puchu. Jednakże, po kilku miesiącach użytkowania w różnych warunkach, często podwyższonej wilgotności (letnie burze, jesienne mgły, mżawki i plucha) uważam, że zarzut nieizolacyjności w naszych warunkach klimatycznych jest nietrafiony. Oczywiście, kurtkę puchową bez membrany należy chronić przed deszczem wodoodporną kurtką nawierzchniową, ale ze względu na wagę ogólną ekwipunku takie rozwiązanie jest znacznie lepsze niż kurtka puchowa z wbudowaną membraną. Idąc w góry tak czy siak trzeba mieć ze sobą jakąś warstwę przeciwdeszczową w postaci kurtki, poncha lub innego okrycia bez izolacji cieplnej, żeby się nie przegrzewać gdy jest ciepło i nie ma sensu dublować tej warstwy w kurtce izolującej.

Skoro o deszczu już mowa, zdarzało się, że łapała mnie mżawka, gdy byłem w kurtce Forclaz Trek 100 nie mając ze sobą nawierzchniowej kurtki wodoodpornej. Za pierwszym razem byłem przerażony zasłuchawszy się jak wiele kurtka puchowa traci na deszczu. Przeżyłem wtedy prawdziwe zdziwienie, gdy okazało się, że materiał wierzchni jest w pewnym stopniu hydrofobowy i deszcz się na nim perli. Nie mówię, że jest to tkanina wodoodporna, bo nie jest, ale kapuśniaczek lub przelotni descz nie stanowi dla niej problemu. Nie ma co robić z igieł wideł.

Woda perli się na materiale wierzchnim kurtki Forclaz Trek 100 i lekka mżawka lub przelotni deszcz nie stawnowią zagrożenia dla puchowego wypełnienia.

Oczywiście kurtki puchowe nie są zbawieniem podróżniczego świata w całości pozbawionym wad. Przede wszystkim są one znacznie bardziej wrażliwe na wilgoć, jak było powiedziane wcześniej i trzeba mieć to zawsze na uwadze podczas korzystania z takiego okrycia. Wiąże się to również z długim czasem schnięcia i na przykład pranie kurtki podczas podróży jest dość problematyczne. Polar zdecydowanie wygrywa na tym polu ponieważ jest szybkoschnący i można go dosłownie wyprać wieczorem po wędrówce, a następnego dnia rano założyć suchy na szlak. Żadna kurtka puchowa tego nie zapewni. Samo pranie puchu również jest specyficzne, ale jeszcze nie prałem swojej kurtki, więc nie chcę wypowiadać się na temat, którego nie sprawdziłem organoleptycznie. Kolejnym minusem może być cena kurtek puchowych, są one kilkukrotnie droższe niż polary lub kurtki z wypełnieniem syntetycznym, co dla niektórych może być wielką przeszkodą. Patrząc jednak na stosunek wagi do izolacyjności i możliwości kompresowania, puch bije na głowę wszelkie inne rozwiązania i wart jest swojej ceny.

Podsumowując, po dokładnym sprawdzeniu w różnych warunkach terenowych jestem zachwycony wymianą bluzy polarowej, jako warstwy izolującej na lekką kurtkę puchową. Puchówka jest cieplejsza, znacznie lżejsza, wyśmienicie się kompresuje i zdecydowanie warta jest każdej złotówki swojej ceny. Kurtka Forclaz Trek 100 na dobre zadomowiła się w moim ekwipunku i będę zabierał ją na kolejne wyprawy wiedząc, że mogę na niej polegać. Korzystam z niej z resztą na co dzień np. dojeżdżając do pracy rowerem w okresie jesiennym, czy nosząc na wyjścia “w miasto”. Jest to bardzo wygodny ciuch, z dużymi kieszeniami (z resztą kurtka ta kompresuje się i pakuje właśnie do własnej kieszeni tworząc foremną paczuszkę wygodną do spakowania w plecak). Szczerze każdemu piechurowi polecam sprawdzenie na własnej skórze odchudzenie ekwipunku przez wyeliminowanie z niego bluzy. Tylko ostrzegam, że jest to równia pochyła i ja już wędruję nie mając przy sobie normalnych spodni… ale o tym może innym razem.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *